Postaram się wytrwać i będę obserwować zachowania ludzi, przyjmę tylko to co mi ofiarują, niczego nie będę żądać. Ciekawe, czy ktokolwiek zauważy, ze ja czegokolwiek potrzebuję?
Znów mam wysypkę-uczulenie, znów niespokojnie błądzę myślami po labiryntach zaczętych wizji, tych nieuporządkowanych, tych dzikich, tych tylko moich. Oj samotna jestem, samotna. Podobno potrafię uczynić szczęśliwym drugiego człowieka. Pokornam, jak grzeczna córka, wywołuje łzy wzruszenia i poczucie winy jakże często. Dlaczego? Bardzo dużo milczę. Rozmawiam spojrzeniem i dotykiem, gestem. Czy podołam zadaniu? jak długo przyjdzie mi tam tak żyć?
Jestem jak na pustyni, gdzie nie ma nikogo a ja muszę ratowac siebie i jeszcze jedna osobę. Siłą rzeczy zdani jestesmy tylko na siebie wzajemnie. Boję się ! Ale wiem, że nie poddam się i że dam radę. Muszę! Ale dziwnie smutno mi.